Dziś nikogo już nie dziwi, a tym bardziej nie bulwersuje film, w którym nieznana istota znienacka atakuje głównego bohatera, trup ściele się gęsto, krew leje strumieniami, a wnętrzności walają po ziemi. Molom książkowym też nie są obce książki o zbliżonej tematyce, choć ich jest jeszcze stosunkowo mało. Autorzy podobnych dzieł filmowych czy literackich nazywają swoją twórczość horrorem. Czy mają do tego prawo? Dlaczego współczesna widownia woli oglądać brutalność niż po prostu po ludzku się przestraszyć?
Doza traktuje o literaturze i kulturze. O literaturze mam pojęcie niewielkie, choć czasem zdarzy mi się coś przeczytać, a w przypływach szaleństwa nawet napisać. (...)
Nie ulega wątpliwości, iż współczesna kinematografia, zarówno dominująca - amerykańska, jak i niezależna - europejska, znajduje się głównie we władaniu mężczyzn. Nie oznacza to oczywiście, że status reżyserek w branży filmowej już na starcie okazuje się być "gorszy", bez wątpienia jednak większość filmowych diegez to diegezy męskie, historie obserwowane "męskim okiem", nawet, gdy starają się one poruszać tematy typowo "kobiece", do których zaliczyć można na przykład problem aborcji czy - ogólnie - kwestię macierzyństwa.